Dusza jest nieśmiertelna…

…albo duszności w kościele

jezusMaj, rocznica pierwszej komunii.

- Nigdzie nie idę – powiedział ten, w którym wszyscy pokładali nadzieję.

Że pójdzie, że złoży rączki, że jak nie teraz, to kiedy?

Nigdy! Dla starszego brata Adasia temat komunii, religii i mszy świętej był zamknięty. A kiedy go zamknął? Wydaje się, że jeszcze w przedszkolu, katolickim zresztą. „Znam już całą Biblię, wystarczy”, powiedział wówczas w wieku pięciu lat.

Z Adamem, dziś też już pięciolatkiem, jest nie lepiej. Że w kościele mu nudno? Nie tylko dzieciom autystycznym, większości dzieci się nudzi, gdy wykrochmalone na sztywno czekają na koniec mszy. Amen. Idziemy?

To może Adam narzeka, że głośno? O, to na pewno. Więc chodzimy do bocznej kaplicy, ukrytej przed głośnikami. Chłopcy dodają jeszcze do listy: że światła, że twarze, że zapachy, że spojrzenia, że ciasno. Chcemy wyjść!

Bracia nie chcą za to słuchać o żadnych tajemnicach. O symbolach. Grzech pierworodny? Niech się martwią pierwsi rodzice. I dlaczego w ogóle Jezus nosi złote majtki?! – zapytał nagle Adaś w maleńkim wiejskim kościółku, a jego pytanie zawisło w powietrzu niczym bańka. Wyszliśmy, zanim wybuchła skandalem. Sprawę złotej garderoby wyjaśniliśmy sobie w kruchcie.

Są księża, jak ksiądz Andrzej Kiciński, pracujący z autystami, którzy twierdzą, że: „Dziecko autystyczne potrzebuje wszystkiego dziesięciokrotnie więcej niż dziecko zdrowe. To dotyczy również życia religijnego. Mówię rodzicom, jeśli ci na tym zależy, to chodź przez miesiąc codziennie na Mszę św., zobaczysz jak ono się przyzwyczai”.

A nasz ksiądz, parafialny, widząc, jak źle się chłopcy w kościele czują, powiedział: „Nie zmuszajcie ich, zaczekajcie”.

I czekamy. Autyzm stawia sprawę jasno: rodzic musi być cierpliwy.