Miesięczne archiwum: Marzec 2013

Pssst! Czyli: mówić, czy nie mówić?

O tym, że Adaś ma autyzm.

Mówić. Ale nie sąsiadom. Bo jeszcze będzie draka na podwórku: Rety! Idzie tutaj! 

I nie kolegom z pracy. Bo zaraz zacznie się kłopotliwe milczenie, albo gadanie o niżu znad Skandynawii.

To może chociaż babci powiedzieć? Babci też długo nie mówiliśmy, żeby nie denerwować.

I Jurkowi nie ma co mówić, w końcu to siedmiolatek, może znielubi brata.

To może powiedzieć Adasiowi? Adasiu, jest sprawa…

Jest sprawa, i to wcale niełatwa. Rafał Motriuk, ten sam, znany głos z radia, ma autystycznego synka. Powiedział mu – oraz 462048 innym osobom czytającym w sieci „Autyzm: Dziennik Ojca” – o jego chorobie. Na spacerze w parku spytał potem kiedyś przypadkowo napotkanej mamy:

- Czy podczas tego krótkiego kontaktu zauważyła Pani, że mój syn jest niepełnosprawny?

- JESTEM PEŁNOSPRAWNY!!!!! – Pan Rafał doliczył do pięciu wykrzykników protestującego na to syna, by rok później na jego wyraźne życzenie blog o autystycznym chłopcu i o jego tacie, Rafale, zamknąć.

Wróćmy do Adasia: a jednak się wygadaliśmy. Wy już wiecie, kilku Sąsiadów, Koledzy-z-Pracy, Babcia, Jurek też już wie. A kiedy powiedzieć Adasiowi? W wieku 25 lat? 26? Albo, dla pewności, 26 i pół?

Mówimy przy Adasiu o autyzmie już teraz. Nie, żeby przypominać jemu i wszystkim wokół o ułomności. Albo, żeby autyzm uczynić sposobem Adasia na życie: jestem niepełnosprawny, ustąp mi miejsca. Nie po to też, żeby autyzm polubić. To po co?

Skoro autyzm już tu jest i nie można go wystawić za drzwi jak butelki na mleko: Adaś i my – oraz wszyscy chętni – próbujemy coś z tym zrobić. Bilans tych działań jest dotąd taki.

Straty: przestało się z nami kontaktować kilka osób.

Zyski: życzliwość, pomoc i praktyczne wskazówki od innych.

podziekowania